Moja aborcyjna historia… cz 3

i znów byłam w ciąży…

był przełom czerwca i lipca 2006, nie dostałam okresu… robiłam test ze trzy razy niedowierzając wciąż w wynik… za każdym razem pozytywny płakałam, złościłam się na siebie – za brak odwagi by jego pognać na wszystkie strony świata, na niego – że taki palant, myśli tylko o sobie, na życie…

tak trwałam do 15 lipca, w rozpaczy i bezsilności ciągle zastanawiałam się co z tym zrobić aż wreszcie któregoś wieczoru podjęłam decyzje jemu nic nie powiem… bo znów się zacznie, że to nie jego, problemy będą go przerastać i tak mnie z nimi zostawi na zabieg mnie nie stać… łyżeczka w moim mieście kosztowała 2000zł, nie miałam aż tyle więc postanowiłam poszukać w neci… BO PRZECIEŻ COŚ MUSI BYĆ… jest wiele kobiet, które maja takie problemy jak ja, przecież muszą sobie jakoś radzić

no i zaczełam grzebać… wieczorami siedziałam w necie i wertowałam informację po informacji… zaczełam od haseł poronienie, aborcja, sztuczne poronienie… trochę to trwało aż dowiedziałam się, że jest coś takiego jak arthrotek i cytotek.

Przerażała mnie wysokość ceny za jedną sztukę… wtedy było to jeszcze od 15 do 20 zł za jedną tabletkę… bałam sie jak jasna cholera.

W końcu przeszukałam cały net i znalazłam tam gdzie mają najtaniej i zamówiłam na chyba trzy dawki. Dziewczyna, która mi to przysłała była na tyle, w tych okolicznościach uczciwa, że podała mi jak dawkować. Dostałam całą zapisaną kartkę co robić i jak robić.

 

2 thoughts on “Moja aborcyjna historia… cz 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.