Dziewczyny piszą… co można czuć po aborcji

Piszę, bo minęło prawie 1,5 roku od mojej ostatniej
aktywności. Nie dlatego, że żałuję, ale dlatego, że chciałam zapomnieć o
wszystkim, co się dookoła tego działo. Dookoła mojej najlepszej decyzji. Ale
nie jej samej.
Moja historia – pod koniec stycznia zeszłego roku
dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Czułam się fatalnie, moja gospodarka
hormonalna zaczęła szwankować, nadmierne wydzielanie gastryny powodowało
obrzydliwe bóle żołądka, dodatkowo gorączki ze stresu, mdłości, duże,
bolące piersi. Dość szybko dowiedziałam się o ciąży – 3-4 tydzień.
Sytuacja prywatna była nieciekawa – studia, z którymi wiążałam wielkie
nadzieje, partner mieszkający 300km ode mnie, więc spotkania tylko w weekendy,
wielka potrzeba realizacji swoich marzeńą najpierw. Zrealizowania się na polu
aktywności fizycznej, zawodowej. Chciałam jeszcze kilku lat z moim TŻ tylko,
dla siebie, bez pieluch, a powoli budując fundament pod cudowną rodzinę.
Dzidziuś dopiero wtedy. No wyszło, jak wyszło. Mółj partner był ze mną, gdy
robiłam test, razem pojechaliśmy do lekarza. Był niesamowicie wspierający i
nie bojący się tego wyzwania. Ja byłam sparaliżowana na myśl o swoim
życiu. Już wtedy wiedziałam, że zrobie krzywdę temu dziecku, będąc
jedną z tych nie potrafiących kochać swoich dzieci matek. Tą, któłra po
cichu obwinia swoje własne dziecko o to, że jej życie nie wygląda
kompletnie, tak jak chciała. Wiedziałam, że byłabym dobrą matką, ale z
przymusu. Po cichu bym płakała nocami, że tyle mnie ominęło.
NIe miałam pojęcia, że istnieją inne opcje poza aborcją u lekarza. Nie było
mnie na nią absolutnie stać, nie wiedziałam jak szukać, byłam spraliżowana
wizją przeżywania tego. Ot tak, bez planu, zaczęłam googlować. I znalazłam
was. To było…straszne. Myśli, miliard myśli. I skontaktowałam się,
obczytałam całe forum, czekałam na przesyłkę, w międzyczasie
przeżywając tak wielkie wahania, taki stres. Wmawiałam sobie, że przesyłka
nie oznacza jeszcze, ze to zrobię. Mogę oddać komuś innemu. Aż w końcu
przyszła. I miałam tylko jedna możliwość. Wziąć pierwszą tabletkę na
drugi dzień, tj czwartek, by w piątek zrobić akcję, bo w sobotę wieczorem
przeprowadzał się już mój partner, a przy nim nie potrafiłabym. Miałam
dobę. W czwartek rano podjęłam decyzję – wzięłam tabletkę. Wiecie co
zrobiłam od razu? Zaczęłam tańczyć. Puściłam muzykę, zaczęłam
tańczyć i pierwszy raz poczułam, jak spada ze mnie niewyobrażalny ciężar.
Już wtedy wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Odpowiedziałam sobie na
najważniejsze pytanie. Oczywiście stres się i tak pojawił, noc ledwo
przespałam. W piątek rano zaczęłam akcję. Nie bolało, miałam gorączkę.
Jedyne co, to lało się ze mnie jak z odkręconego kranu. No i te wypadające
skrzepy…to było przerażające. Mimo pewności mojej decyzji, te chwile
były…z jednej strony uspakajające, że wszystko idzie, jak powinno, ale z
drugiej…bolało mnie to. Po kilku godzinach krwotok był wciąż bardzo silny,
więc pojechałam do lekarza. Dostałam awaryjnie skierowanie do szpitala, ale
sam lekarz mówił, żeby nie korzystać z tego bez poważnej potrzeby. I nie
pojechałam. Tej nocy spałam spokojnie, jak nie miałam możliwości od
przeszło 2 tygodni. I do tej pory czuje się bardzo pewnie ze swoją decyzją.
Pożegnałam wizję dziecka, którego nie urodziłam. Nie boczyłam się na tą
ciążę, nie byłam zła, rozżalona. Z pewną refleksją pogodziłam sie z
tym, pożegnałam pewną…hmm…historię, to co by mogło być i tyle. Jestem
dziś szczęśliwa. Mieliśmy z chłopakiem bardzo ciężkie 1,5 roku. Śmierć
jednej z najbliższych mi osób, olbrzymie problemy finansowe,
przeprowadzki…nie wiem, jak byśmy mieli dać radę z dzieckiem. W tym czasie
też podjęłam ważne decyzje dotyczące mojego rozwoju, które też aktywnie
wprowadzam w życie. Ostatni rok chyba był jednym z najbardziej rozwijających
dla mnie. Podobnie mój partner – w końcu odważył się na krok w kierunku
swojej wiecznej pasji, zamienienia jej w możliwości zawodowe. I udaje się!
Razem snujemy plany o tym, żeby kiedyś wpaść (;)) i zamiast zadręczania
się myślami, z radością wpaść sobie w ramiona, powiedzieć to przyszłym
dziadkom, wujkom, ciociom. Mieć swój kąt, najmniejszy, ale swój,
możliwości finansowe, wynikające z tego, że oboje byśmy zarabiali i nie
byle gdzie, ale w miejscach, gdzie jesteśmy szczęśliwi i odwalamy kawał
dobrej pracy. I pracujemy nad tym, żeby tak było. I wiem, że wtedy będziemy
najlepszymi rodzicami, którzy sami ze sobą są szczęśliwi, nie przelewają
chorych, niespełnionych ambicji na dzieci, nie wyżywają się za pojawienie
się dzieci w złej chwili i inne okropności. Pewnie będzie tez niepewność,
strach, no bo to oczywiste! Ale nie lęk paraliżujący mnie do szpiku kości.

Moje drogie, moja refleksja jest taka, że nikt nie może obiecać, że
podjęcie decyzji będzie łatwe, że aborcja przebiegnie bezproblemowo, a Ty
będziesz się tylko śmiać i wzdychać radośnie. Ale jedno jest pewne – ta
decyzja musi być świadoma, to musi być przemyślane. Bo 99% kobiet jest
przerażonych przy wpadce, nie wie co robić, kęłębią się najczarniejsze
myśli w głowie. Ale aborcja jest bardzo poważną decyzją, oczywiście bez
odwrotu. Nie róbcie tego, jeśli nie jesteście pewne. Czas jest ważnym
czynnikiem, co oczywiście nie ułatwia sprawy, ale najgorsze, to podjąć taką
decyzję i jej później żałować. Nie mogę powiedzieę, że aborcja to super
sprawa i załatwia wszystko, ale to jest wyjście z sytuacji dla wielu z nas, w
pewnych sytuacjach.
Trzymam za was mocno kciuki, co by każda podjęła
dobrą decyzję i aby wszystko przebiegało bez komplikacji. I przede wszystkim
– nie wypierajcie tego z pamięci. To część naszych historii. Ważnych
historii. Jeśli decyzja została przemyślana, nie mamy czego wyrzucać z
pamięci. Tez nie lubię wspominać tego bólu, tego stresu. Bo kto lubi
pamiętać o takich rzeczach? Ale myślę czasami, przy wielu ważnych chwilach,
o decyzji, jaką podjęłam i nigdy nie żałuję.

Powodzenia!

Test zaczerpnięty z poprzedniego forum www.womenonweb.info obecnie www.maszwybor.net

11 przemyśleń nt. „Dziewczyny piszą… co można czuć po aborcji

  1. …Pani pisze, ze miała bardzo ciężki rok, śmierć kogoś bliskiego…prze ułamek ekundy pomyślałam, że to o dziecku…Uderzyło mnie jeszcze jedno- motywacją jest nie urodzenie dziecka (z przeróżnych przyczyn), ale usuwa się ciążę…nie chcę dziecka-zabijam dziecko…

  2. Po co zabijać dzieci skoro niektóre kobiety nie mogą ich mieć nie rozumiem skoro nie chce sie dziecka powinno sie je oddać do rodziny zastępczej a nie bawić w aborcje … Moja koleżanka oddała dziecko do rodziny zastępczejvi jest dla małej zosi ciocią zastanówcie sie czy aborcja to dobry pomyśł … Nie chce ciąży -usuwam ciąże to jest smutne ?????

    1. Miko, gratulacje dla twojej koleżanki. Jej decyzja jest jej decyzją, a nasze są naszymi. Jeśli staniesz przed takim wyborem jak my, pogadamy. Jeśli staniesz przed takim wyborem i zdecydujesz się urodzić, żadna z nas nie powie ci, że źle robisz.

    2. Takie wszystkie mądre jesteście? to zobaczcie co się dzieje w domach dziecka!!! Molestowania pobicia i wandalizmu a tych dzieci nikt nie chcę!!! Wiem bo byłam! !co nie mogą mieć dzieci nie chcą takich wyrzutkow!!! Sama mam dwoje dzieci a trzecie usunęłam w piatek!!! I nigdy bym nie chciała urodzic i żyć z myślą na jakie życie skazał moje dziecko w domu dzieka!!! Więc przestańcie pier… lic i się wymądrzac bo rzygać się chce od waszych mądrości

      1. Taa niektóre nie mogą mieć dzieci a ile jest w domach dziecka no proszę cię kobieto ja też mam traumę po pierwszym porodzie ja po 2dobie zaczęły się zemna dziać za wiele jest pół roku od porodu i jeszcze się zemna dzieje raz jest ok a raz nie jestem w stanie zajmować się moja córeczka jak bym teraz przypadkiem wpadła to też bym usunęła szczerze mówiąc mam dosyć strachu o własne życie i pewnie jeszcze przez jakiś czas będę się tak czuć o ile mnie zdołają wyleczyć po za tym kazdy ma wiele swoich powodow z czasem po wycinają mi wszystko i będzie spokój

  3. Bardzo łatwo krytykować nas za tą decyzję. Zbyt atwo to przychodzi niektórym. Argumenty po jednej i po drugiej stronie są silne. Chodzi jednak o to, by kobieta w XXI w miała możliwośc wyboru. Decyzja jaką podjęlśmy z mężem nie była ani łatwa, a ni szybka. Nie przychodzi to ot tak, lekką ręką: aborcja, jak kiedyś wpadniemy znowu , to druga… Nie! Powodów jest wiele i każdy jest inny. Są kobiety bite, są beidne i biedniejsze, ale które chcą pracować, coś dać od siebie innym , a nie tylko kolejnego potomka i być beneficjentem państwowej daniny 500+, na bezrobociu będąc oczywiście.
    Kiedy się dwiedzieliśmy o ciąży, potwierdzjąc ją u lekarza, nie bylismy już tak bardzo zaskoczeni. Objawów jest wiele, czułam to, że jest i aczej niż przez moje ponad 40-letnie życie… Do tej pory antykoncepcja nie zawiodła. Skierowano mnie „z buta” na badania wczesnoprenatalne. Nie wiem, czy może bym później poroniła w sposób naturalny, chciałam uniknąć… Czego? Teraz ludziom o „otwartych katolickich sercach”, wyjaśnię. Tak jak umiem.
    Uniknąć, a raczej ochronić nasze dziecko przed światem. Jest piękny i owszem- warto żyć, piękne są chmury, woda ziemia, powietrze, ptaki i kwiaty. Jednak pazernością ludzką niszczymy to jednak bardzo sprawnie. Nasz światopogląd jest wyrzeźbiony przez lata. Sama mam dość słaby wzorzec matki, która urodziła, opiekowała się jak umiała, lecz nie miała tego Czegoś. Tata tak, był wspaniałym tatą. Mało takich. Trochę koszmarków z dziecinstwa. Nie chcę bym była podobna, niektóre cechy mam, muszę uważać i się hamować. Nie byłam chcianym przez mamę dzieckiem. To się czuje całe życie wlecze się za człowiekiem. Jest piętnem.
    A świat regularnie ludzie niszczą własną głupotą, brakiem dpowiedzialności i chiwością. Patrzeć na to, to boli. Z pokolenia na pokolenie decyzje o dziecku będą trudniejsze dla ludzi odpowiedzialnch i wrażliwych, mogących wychować dziecko na Dobrego (!) i odpowiedzialnego czowieka (dobrego nie mylić, nie powrównywać koniecznie z wierzącym, bo to dwie odrębne sprawy). Głupie rządy powodują jeszcze większą przekorę, bunt. Kobiet i mężczyzn. Tak jest i teraz- mamy pierwszą połowę 2017 roku, rządy Pisu. Mądry człowiek, to najczęściej słaby człwiek. Jest takie powiedzenie ” Serce miękkie- dupa twarda” i to jest prawda. Takie byłoby nasze dziecko. Nam samym nie jest cięzko, żle. Mamy parcę, dom, ogród, kilka psów… Podanie szklanki wody na starość zlecę przypadkowi. Posiadanie dziecka w tym „celu” to szczyt egoizmu. Z czysto altruistycznych powodów nie mamy dziecka, nie chielismy, byliśmy chwilowo „rodzicami” sześciotygodniowego zarodka, małej galaretki. Nie miał nóżek, rączek, żołądka i główki więc nie nazywam go człowiekiem. Wszystko bezpiecznie, w szpitalu. Niestety poza graniacami kraju.

  4. Jestem po 1 poronieniu i 2 usunięciach ciąży.
    Działo się to wiele lat temu
    Po tym czasie zakopalam temat
    Gdybym mogła powiedzieć jedna rzecz,jedna rzecz doradzić komuś kto to czyta
    PROSZĘ NIE RÓB TEGO.
    Doszłam do takiego momentu kiedy nawet wg
    mnie nie potrafię żałować szczerze choć chciała bym tak.Dokładnie tak wygasza się sumienie.
    Z daleka od Pana Boga z twardym sercem
    Gdybym mogła to cofnełabym czas i urodziła te dzieci.
    Cudownie mieć dużo dzieci.
    I słuchajcie gdybyście nawet nie miały teraz pieniędzy, mieszkania faceta to nie trwa wiecznie.Wszystko się zmienia.
    Dzieci przynoszą radość, milość i to jest najważniejsze. Dzieci nie są problemem
    To jest Twój punkt widzenia w danym momencie
    Zobaczysz za rok,za dwa za trzy to dziecko jego spojrzenie uśmiech to jest najważniejsze
    Ja tego nie zobaczę ale dla Ciebie nie jest za późno. Proszę nie idź moja drogą bo to droga cierniowa a na końcu jest ciemnosć

    1. Dzieci niosa radosc . ale jak jestez w obcym kraju bez ubezpieczenia bez domu z dlugami pospadkowymi . to nie stac ciw na dziecko pod mostem go nie wychowasz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *