Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Infolinia Kobiet w Sieci

Grupa wsparcia Kobiet w Sieci to grupa, u której można uzyskac rzetelną informację na temat bezpiecznych sposobów usuwania ciąży. Grupę stanowią kobiety które same miały aborcję farmakologiczną i mogą podzielić się swoimi doświadczeniami z tego okresu.

Pracujemy od poniedziałku do piątku od godziny 10 – 20

nr 730 861 724 (Play)

nr 725 892 134 (Plus)

nr 503 937 745 (Orange)

 

Czasami nie możemy odebrać Waszego telefonu, za co oczywiście bardzo przepraszamy, ale prosimy pamiętać, jak tylko będziemy mogły oddzwonimy. Jeśli sprawa jest pilna i wymaga natychmiastowego kontaktu prosimy zostawić wiadomość na poczcie głosowej lub wysłać wiadomość tekstową, krótko opisując problem.

Zapraszamy na nasze polskie forum www.maszwybor.net dawne www.womenonweb.info gdzie można poczytać o aborcji farmakologicznej.

Grupę stanowią kobiet nie zrzeszone w żadnej organizacji, telefony opłacamy za własne pieniądze, miło nam będzie jeśli w ramach podziękowania za udzieloną pomoc, doładujesz nam konto symboliczną kwotą 5 zł.

Z góry bardzo dziękujemy.

Dziewczyny piszą… co można czuć po aborcji

Piszę, bo minęło prawie 1,5 roku od mojej ostatniej
aktywności. Nie dlatego, że żałuję, ale dlatego, że chciałam zapomnieć o
wszystkim, co się dookoła tego działo. Dookoła mojej najlepszej decyzji. Ale
nie jej samej.
Moja historia – pod koniec stycznia zeszłego roku
dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Czułam się fatalnie, moja gospodarka
hormonalna zaczęła szwankować, nadmierne wydzielanie gastryny powodowało
obrzydliwe bóle żołądka, dodatkowo gorączki ze stresu, mdłości, duże,
bolące piersi. Dość szybko dowiedziałam się o ciąży – 3-4 tydzień.
Sytuacja prywatna była nieciekawa – studia, z którymi wiążałam wielkie
nadzieje, partner mieszkający 300km ode mnie, więc spotkania tylko w weekendy,
wielka potrzeba realizacji swoich marzeńą najpierw. Zrealizowania się na polu
aktywności fizycznej, zawodowej. Chciałam jeszcze kilku lat z moim TŻ tylko,
dla siebie, bez pieluch, a powoli budując fundament pod cudowną rodzinę.
Dzidziuś dopiero wtedy. No wyszło, jak wyszło. Mółj partner był ze mną, gdy
robiłam test, razem pojechaliśmy do lekarza. Był niesamowicie wspierający i
nie bojący się tego wyzwania. Ja byłam sparaliżowana na myśl o swoim
życiu. Już wtedy wiedziałam, że zrobie krzywdę temu dziecku, będąc
jedną z tych nie potrafiących kochać swoich dzieci matek. Tą, któłra po
cichu obwinia swoje własne dziecko o to, że jej życie nie wygląda
kompletnie, tak jak chciała. Wiedziałam, że byłabym dobrą matką, ale z
przymusu. Po cichu bym płakała nocami, że tyle mnie ominęło.
NIe miałam pojęcia, że istnieją inne opcje poza aborcją u lekarza. Nie było
mnie na nią absolutnie stać, nie wiedziałam jak szukać, byłam spraliżowana
wizją przeżywania tego. Ot tak, bez planu, zaczęłam googlować. I znalazłam
was. To było…straszne. Myśli, miliard myśli. I skontaktowałam się,
obczytałam całe forum, czekałam na przesyłkę, w międzyczasie
przeżywając tak wielkie wahania, taki stres. Wmawiałam sobie, że przesyłka
nie oznacza jeszcze, ze to zrobię. Mogę oddać komuś innemu. Aż w końcu
przyszła. I miałam tylko jedna możliwość. Wziąć pierwszą tabletkę na
drugi dzień, tj czwartek, by w piątek zrobić akcję, bo w sobotę wieczorem
przeprowadzał się już mój partner, a przy nim nie potrafiłabym. Miałam
dobę. W czwartek rano podjęłam decyzję – wzięłam tabletkę. Wiecie co
zrobiłam od razu? Zaczęłam tańczyć. Puściłam muzykę, zaczęłam
tańczyć i pierwszy raz poczułam, jak spada ze mnie niewyobrażalny ciężar.
Już wtedy wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Odpowiedziałam sobie na
najważniejsze pytanie. Oczywiście stres się i tak pojawił, noc ledwo
przespałam. W piątek rano zaczęłam akcję. Nie bolało, miałam gorączkę.
Jedyne co, to lało się ze mnie jak z odkręconego kranu. No i te wypadające
skrzepy…to było przerażające. Mimo pewności mojej decyzji, te chwile
były…z jednej strony uspakajające, że wszystko idzie, jak powinno, ale z
drugiej…bolało mnie to. Po kilku godzinach krwotok był wciąż bardzo silny,
więc pojechałam do lekarza. Dostałam awaryjnie skierowanie do szpitala, ale
sam lekarz mówił, żeby nie korzystać z tego bez poważnej potrzeby. I nie
pojechałam. Tej nocy spałam spokojnie, jak nie miałam możliwości od
przeszło 2 tygodni. I do tej pory czuje się bardzo pewnie ze swoją decyzją.
Pożegnałam wizję dziecka, którego nie urodziłam. Nie boczyłam się na tą
ciążę, nie byłam zła, rozżalona. Z pewną refleksją pogodziłam sie z
tym, pożegnałam pewną…hmm…historię, to co by mogło być i tyle. Jestem
dziś szczęśliwa. Mieliśmy z chłopakiem bardzo ciężkie 1,5 roku. Śmierć
jednej z najbliższych mi osób, olbrzymie problemy finansowe,
przeprowadzki…nie wiem, jak byśmy mieli dać radę z dzieckiem. W tym czasie
też podjęłam ważne decyzje dotyczące mojego rozwoju, które też aktywnie
wprowadzam w życie. Ostatni rok chyba był jednym z najbardziej rozwijających
dla mnie. Podobnie mój partner – w końcu odważył się na krok w kierunku
swojej wiecznej pasji, zamienienia jej w możliwości zawodowe. I udaje się!
Razem snujemy plany o tym, żeby kiedyś wpaść (;)) i zamiast zadręczania
się myślami, z radością wpaść sobie w ramiona, powiedzieć to przyszłym
dziadkom, wujkom, ciociom. Mieć swój kąt, najmniejszy, ale swój,
możliwości finansowe, wynikające z tego, że oboje byśmy zarabiali i nie
byle gdzie, ale w miejscach, gdzie jesteśmy szczęśliwi i odwalamy kawał
dobrej pracy. I pracujemy nad tym, żeby tak było. I wiem, że wtedy będziemy
najlepszymi rodzicami, którzy sami ze sobą są szczęśliwi, nie przelewają
chorych, niespełnionych ambicji na dzieci, nie wyżywają się za pojawienie
się dzieci w złej chwili i inne okropności. Pewnie będzie tez niepewność,
strach, no bo to oczywiste! Ale nie lęk paraliżujący mnie do szpiku kości.

Moje drogie, moja refleksja jest taka, że nikt nie może obiecać, że
podjęcie decyzji będzie łatwe, że aborcja przebiegnie bezproblemowo, a Ty
będziesz się tylko śmiać i wzdychać radośnie. Ale jedno jest pewne – ta
decyzja musi być świadoma, to musi być przemyślane. Bo 99% kobiet jest
przerażonych przy wpadce, nie wie co robić, kęłębią się najczarniejsze
myśli w głowie. Ale aborcja jest bardzo poważną decyzją, oczywiście bez
odwrotu. Nie róbcie tego, jeśli nie jesteście pewne. Czas jest ważnym
czynnikiem, co oczywiście nie ułatwia sprawy, ale najgorsze, to podjąć taką
decyzję i jej później żałować. Nie mogę powiedzieę, że aborcja to super
sprawa i załatwia wszystko, ale to jest wyjście z sytuacji dla wielu z nas, w
pewnych sytuacjach.
Trzymam za was mocno kciuki, co by każda podjęła
dobrą decyzję i aby wszystko przebiegało bez komplikacji. I przede wszystkim
– nie wypierajcie tego z pamięci. To część naszych historii. Ważnych
historii. Jeśli decyzja została przemyślana, nie mamy czego wyrzucać z
pamięci. Tez nie lubię wspominać tego bólu, tego stresu. Bo kto lubi
pamiętać o takich rzeczach? Ale myślę czasami, przy wielu ważnych chwilach,
o decyzji, jaką podjęłam i nigdy nie żałuję.

Powodzenia!

Test zaczerpnięty z poprzedniego forum www.womenonweb.info obecnie www.maszwybor.net

Miałam aborcję

Jak tysiące polskich kobiet miałam aborcje. To było w 2006 roku, w tym czasie, parę miesięcy przede mną wystartowała organizacja Women on Web. Nikt w Polsce o nich nic nie wiedział. Ja również. Pamiętałam jednak coś o Kobietach na Falach i statku który przybił do portu gdzieś na wybrzeżu.

Nikt nie mógł mi powiedzieć ani potwierdzić czy ta organizacja naprawdę istnieje, czy przysyłają leki do naszego kraju, no i co to są za leki. Kobieta, która chce wykonać aborcję jest zdesperowana, wykonuje różne nietypowe dla siebie kroki, podejmuje nieracjonalne decyzje bo jej determinacja aby pozbyc sie ciazy jest tak duża, że nie liczą się środki wazne żeby osiągnąć cel.

Tak było i ze mna. Najpierw za 350 zł kupiłam artroteku, 20 tabletek w sumie, które łykałam co 4 godziny po 4 tableki. Nikt mi nie powiedział, że powinnam wypluć dicklofenag zawarty w nim. Po zarzyciu 20 tabletek przez kilka dni czułam się jak pijana. Dobrze że nie dostałam jakiejś zapaści od takiej ilości tego silnego leku przeciwbólowego. Jedno jest pewne, znieczuliłam sie na ból na ten dzień na pewno. Dostałam jakąś instrukcję od handlarki ale co mi z tego, jak kawałek kartki ze mną gadac nie chciał. Zostałam sama z tematem a że nic się nie działo to moja desperacja tylko wzrosła. Dokończyć to co zaczełam. Nasłuchałam sie o możliwych wadach płodu po zarzyciu misoprostolu (co oczywiści nie jest takie pewne jak podają środowiska przeciwne legalnej aborcji).  W tej panice rozpoczełam rozmowy z Women on Web.

Początkowe automatyczne wiadomości mnie wystraszyły ale zgromadziłam znow pieniądze i dokonałam wpłaty. Bardzo długo czekałam, tydzień wydawal sie wiecznoscią. I w końcy przyszla, mala niepozorna koperta a w śroku moje wybawienie. Tabletki, które uratowały mi życie, i również dały życie, moje, nowe, samodzielne ale i wspólne z tym którzy mnie już otaczali.

Mineło lat 7 a ja ciągle myśląć o tamtym momecie wiem że zdecydowałabym identycznie (może nie bawiła sie z artrotekiem tak długo). Nie mam w sobie uczucia straty, może jedynie żalu że musiałam w tamtym czasi byc sama a gdyby abrocja była legalna miałabym opiekę, bliskich przy sobie i poczucie godności nieposzarpane.

Aborcja nie jest najlepszym rozwiązaniem ale myśle jedynym jaki wg mnie mógl być w tamtym czasie zastosowany.

Rozmowy o aborcji

Potrzebujesz porozmawiac o niechcianej ciąży a nie masz z kim?

Nie umiesz znaleźć rozwiazania?

WHO (Światowa Ogranizacja Zdrowia) ma dla Ciebie propozycję i formę rozwiazania problemu jaki Cię nurtuje.

Wejdź do nas i zapytaj www.maszwybor.net

Swobodnie i bez krytykowania rozmawiamy o wykonanych lub planowanych aborcjach.

Pamiętaj masz wybór!

 

Aborcja farmakologiczna – metody

Światowa Organizacja Zdrowia opisuje dwa sposoby bezpiecznej aborcji farmakologicznej możlwiej do przeprowadzenia w warunkach domowych do 9 tygodnia ciąży.

I. Mifepriston (ru-486) + Misoprostol (pieszczotliwie zwany przez kobiety M&M’s)

metoda dwustopniowa

Pierwszego dnia bierzemy doustnie (łykając) Mifepriston (RU-486) w ilości 200mg

po 24-48  godzinach przyjmujemy Misoprostol (podjezykowo, dopochwowo)

na początek 4 tableki po 200mg (podjezykowo, pomiędzy policzek a dziąsło lub dopochowow) i za 4 godziny kolejne 2 tabletki po 200mg

II. Misoprostol (artrothek lub cytotek)

Polega na trzykrotnym zarzyciu 800mg Misoprostolu podjęzykowo (30 minut) co 3-4 godziny

W przypadku użycia artrotheku nalezy pamietać aby po 30 minutach podjęzykowego dawkowania leku wypluć jego twardy rdzeń. Zawiera on dicklofenag (silny lek przeciwbólowy) który w ilosci podanej wyżej może szkodzić zdrowiu.

 

Jesli jesteś w wyższej niż 9 tygodni ciąży skontaktuj się z nami :

Infolinią Kobiet w Sieci

725 892 134 (Plus) od poniedziałku do piątku do godziny 22.

503 937 745 (Orange) od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-9:00, 16:00-22:00, 9:00-16:00 tylko sms.

730 861 724 (Play) od poniedziałku do piątku do godziny 22.

Fronda nie lubi niewygodnych komentarzy

Bardzo nieładnie ze strony portalu Fronda, ze usuneła mój komentarz z listy jaka ukazała sie pod artukułem http://www.fronda.pl/a/w-pracy-nadprodukuje-maili-czyli-jak-feministki-zbieraja-podpisy-pod-petycja-popierajaca-katarzyne-bratkowska,33326.html

Nie dość ze usuneła mój komentarz to również usuneła użytkownika Kobiet w Sieci ze swojego rejestru. Nie dość ze brak tolerancji to jeszcze brak jakiegokolwiek wyjasnienia zastniałej sytuacji. Mówi sie trudno, mnie jakoś przykro nie jest

Fronda nie lubi niewygodnych komentarzy więc niech nikt nam nie zarzuca że feministki są złe.

Nowy obraz

Komentarz do komentarza

Pod jednym z artykułów pokazał sie komentarz napisany bezpośrednio do Kobiet w Sieci.

Nas zastanawia, skąd w jedej osobie tyle jadu, nienawiści, braku zrozumienia i empatii? Czyzby osobę opętał szatan w postaci negatywnych emocji na innośc człowieka? No nic innego tylko zgłosić tą osobę aby egzorcyzmy odprawić. Zastanów sie nad sobą bo ta nienawiść trawi od środka, zżera, i zostawia czarne serce bez miłości, bez niewinności.

Nie zniżaj się do naszego poziomu, no chyba ze razem z nami chcesz smarzyć sie w piekle za brak miłosierdzia dla bliźniego.

Mam nadzieję ze ci mówia coś te słowa… „miłuj bliźniego jak siebie samego…” jesli nie to niewiele różnisz się od tych co świętą wojnę rozpętują

Pozdrawiam, z miłosierdziem mojm „bzykanym”

@KobietywdiabelskiejSieci
czemu kłamiesz tak bezczelnie???

czemu piszesz o prowokacji w sytuacji kiedy NAPRAWDĘ zabijacie dzieci,podrzynacie im gardła,rozszarpujecie na kawałki,a potem z faryzejskim oburzeniem protestujecie i odwracacie głowy na ulicach gdy Mariusz Dzierżawski pokazuje wam TYLKO ZDJĘCIA waszych rzekomych prowokacji,a tak naprawdę zabójstw waszych dzieci ,które nie zdąźą nawet spojrzeć wam w oczy.

Wy nikogo niczym nie prowokujecie tylko namolnie namawiacie dziewczyny do morderstw.Chcecie żeby stały się chodzącymi trumnami własnych nieurodzonych dzieci.

I skąd ta obsesja ,że ktoś was śledzi?To nie „ktoś”tylko wasze wyrzuty sumienia,głęboko pochowane-nie dają wam spokoju w nadziei,że kiedyś staniecie w Prawdzie wobec okrucieństw z którymi się tak obnosicie.
Większość normalnych kobiet kompletnie się wami nie interesuje za to wy pchacie się drzwiami i oknami do mediów,wysyłając co i rusz jakąś tzw.prowokatorkę do tv.

W tym roku wasze „rekolekcje'”przedświąteczne głosiła niejaka bratkowska,która zapragnęła wprowadzić nową tradycję na święta Bożego Narodzenia a mianowicie zabijania dziecka w swoim łonie zamiast karpia wyłowionego ze stawu,za którym stoją murem tzw.ekolodzy.
Jakoś wielu chętnych na ten holokaust się nie znalazło,idea nie przetrwa nawet sezonu a co dopiero mówić o 2000tys.lat.
„Rekolekcje” bratkowskiej JUŻ zakończyły się porażką.

Jesteście bez szans wobec alternatywy jaką daje nam nasz Stwórca-Dobry Bóg.
Choćbyście wszystkich dookoła pozabijały-nie tylko dzieci,które nie mają szans się przed wami schować lub uciec,ale nas dorosłych też-to nie wygracie!
Zostaniecie same ze swoimi sumieniami i nadal będziecie myślaly że ktoś was śledzi.
Za kilka lat(szybko zleci!)-starsze ,smutne ,pomarszczone panie z pustymi oczami,bezpłodne ,często bez dzieci.Często z pieskami,które śpią przykryte kołderkami i mają ubranka na mróz i  modne fryzurki.

Czy myślicie że tak zachwalany na waszych stronkach bożek”bzykanie'(wasze określenie) naprawdę wystarczy aby na stare lata myśleć że wasze życie było dobre?
A w momencie śmierci(każdego to czeka)będą przy was wasze dzieci czy raczejduszyczki waszych dzieci?

Skorzystałam z zaproszenia i weszłam na ta stronę…
Z pozoru niewinna a jednak parszywa…
Młoda dziewczyna może się jednak nie zorientować ,że wpada w ciasne sieci wchodząc pod ten adres.Mogłaby pomyśleć że jest u dobrej cioci na kawce.
O zamiarach tej”dobrej cioci”dowie się dopiero wtedy gdy poczuje się bardzo źle,bo do kawy dodany był arszenik.
Ale wtedy może być za późno…

Telenowela w tysiacach odcinków czyli jak to jest z petycją…

Poszło w świat, że feministki są kłamczuchami. Pewnie i są jak każdy człowiek po trochu ale sie do tego przyznają.

Poddały pomysł, całkiem celowo, aby po części sprawdzić jak funkcjonuje forum, kto nas obserwuje, gdzie i w jaki sposób krąży informacja (taki reaserch), jak również aby aby podnieść znów temat do góry bo trochę przymarł.

Zapomniałyśmy jednak że kij ma niestety dwa końce. No ale co nas nie zabije to nas wzmocni.

Do rzeczy więc bo nie o przyznanie się prowokacji chodzi.

Zaczniemy zastanawiać się jak to jest z tą petycją… a w zasadzie nie samą petycją a komentarzami pojawiajacymi sie poniżej.

W ciągu tego tygodnia dośc burzliwego pojawiło sie ponad 400 różnych opinnii. Możemy je nazwac dyskusją pod stołem, bardzo zagorzałą. Z niej wynika jedna podstawowa sprawa, osoby o poglądach religijnych nie znają podstawowych prodesów związanych ze stosowaniem antykoncepcji. Dość smiały argument ale przejdźmy do faktów.

natnie chcesz rodzić- nie zachodź w ciąże. Proste. seks jest dla dorosłych i odpowiedzialnych ludzi.

nie chcę rodzić, nie chce zachodzić w ciąże, jestem dorosła i odpowiedzialna to proste, zgadzam się. Ni jak jednak nie mogę zrozumieć co ma jedno z drugim wspólnego. Uprawiajac seks nie zawsze zachodzę w ciaże bo tego pragnę, zdarza się że zachodzimy w ciążę chociaż tego nie chcemy i zachowujemy sie jak dorośli i odpowiedzialni ludzie

MarcinTrzymaj nogi złożone to nie będziesz zmuszona do rodzenia dzieci. A jak się chce być publiczną kobietą i wystawiać pupę na lewo i prawo, to nie ma co się dziwić, że rodzi się dzidziuś.

Czy przed mężem też mam trzymać nogi złożone czy jednak rozłożone Panie Marcinie? Ciekawa jestem, skoro zabierasz głos w dorosłej sprawie, co na to Twoja żona? Czy tak okazujesz jej szacuenk jak ci się bzykać chce? Chyba powtórzę to po raz drugi, nie za każdym razem zachodzimy w ciążę bo tego chcemy. Wystawianie na prawo i lewo czegokolwiek czesciej może skończyć się chorobą weneryczną niż ciażą, no ale może niewyeduowani ludzie tego nie wiedzę. Wystarczy jedno wystawienie i siup, pupka że tak powiem „zalana”, nasionko rzucone, kwiatuszek zakwitnie owoc urośnie czy jakoś tak. Czy Pan Marcin i tego nie wie? Może dla tego że na lekcji Wychowania do Życia w rodzinie mówili że dzieci się w kapuście znajduje. Tego nie wiemy, Pan Marcin nie zostawił konataktu do siebie.

młodyAborcja to morderstwo.Feminazistki odpowiecie za to przed Panem Bogiem !

a oczywiscie młody, tak sie stanie… i same będziemy za siebie odpowiadać. Pamietając że Bóg też człowiekiem był, i nic co ludzkie nie bylo mu obce więc wiedział co to seks bez antykoncepcji bo za jego p.n.e. nawet świńskich flaków nie używano, co wtedy sie dziac musiało w temaci aborcji 😀 nie wspomnę o przyroście ludzkości, swiatła brak, gumek brak a bzykac się chciało jak i dziś… więc młody, nie musisz przypominac że za czyny odpowiadać będziemy, z pełną świadomością mówię, nie poprosze o wsparcie ani twoje ani niczyje inne, jak się smarzyć to w odpowiedniej temperaturze 😀

aaamasz prawo wyboru: współżyjesz albo nie. jak współżyjesz licz się z tym, że powstanie nowy człowiek. sorry, tak to działa. twoje ‚prawo wyboru’ kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo do życia dziecka

dokładnie tak, wspólżyje i licze sie z tym że mój sposób zapobiegania ciąży może zawieźć i co robię wtedy? ano sięgam po możliwe środki aby zapobiec temu czemu zapobiegałam od samego początku. I sorry ale to tak moze działa u ciebie, moje serce bije inaczej niż twoje (może szybciej bo żyję pełnią życia i nie stresuję sie szkalną zimnej wody czy prysznicem) i tym samym prawo do życia jest wtedy kiedy ja uznam że przyszła na to pora i czas. To jest moje prawo wyboru, prawo życia mojego własnego, ja też jestem człowiekiem i tez mam swoje prawa, swoje wybory. I nazywaj to jak chcesz, ja kończę gdzie ty zaczynasz.

 

Ta telenowela będzie miała dalszy ciąg… nie ustaniemy w walce